Najstarsze wzmianki dotyczące krzyży 'pokutnych' na Śląsku datują się już na XVIII wiek , natomiast od początku XIX wieku
pojawiają się szersze opisy i artykuły im
poświęcone, niekiedy wzbogacone opowieściami o ich pochodzeniu.
Najstarsza opublikowana rycina, na której widnieje
krzyż pokutny , pochodzi z 1800 r a przedstawiała ona krzyż ustawiony tuż za wsią Skarszyn k. Trzebnicy.
Jadąc drogą od Trzebnicy, w kierunku Łoziny, zobaczymy - szczególnie
zimą i wczesną wiosną - dużego platana, posadzonego na wzgórku a obok,
pochylony kamienny krzyż. To krzyż pokutny, który w ramach umowy
pokutnej, stawiany był najczęściej , choć niekoniecznie, na miejscu
zbrodni przez mordercę. O pamiątkach średniowiecznego wymiaru sprawiedliwości i
zwyczajowych prawach związanych z ich ustawianiem, napisałam w osobnym poście, ale warto teraz tylko
podkreślić, że
krzyże, czy kapliczki pjednania, oznaczały, że zabójca
wykupił się z winy za ustaloną cenę (nie tylko pieniężną) a rodzina ,
podpisując stosowny dokument, rezygnowała z prawa zemsty.
Krzyż w Skarszynie, wyciosany jest w granicie- materiale trudnym do
ręcznej obróbki dla niefachowca, ale pewnie dlatego przetrwał w niezłym
stanie. Ustawiony jest na wzgórku, podobno kurhanie , na skrzyżowaniu
drogi głównej i polnej. Dziś już nie wiadomo kto i w jaki sposób stracił
życie i czy kurhan jest grobem zamordowanego.
Inną, ciekawą zagadkę, stanowi rosnące obok drzewo. Jest to duży, dość
stary platan. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że platan
do Polski,
trafił nieco ponad 300 lat temu. Oglądałam jedne z najstarszych
platanów w Polsce i mogę napisać, że ten, ze Skarszyna nie jest przy
nich rażąco mały. Kto i dlaczego posadził w takim dziwnym miejscu, w
szczerym polu, rzadkie wtedy i drogie drzewo? Czy miało to związek z
krzyżem i kurhanem, czy też jest to zwykły przypadek? Ciekawa jestem,
czy
gdzieś zapisana jest odpowiedź na te pytania?
Kiedy robiłam zdjęcia krzyża pod Skarszynem ( 14.XII.2013) , cała
okolica pokryta była mgłą .Nisko przeświecające z oddali , zimowe słońce
, dodawało miejscu uroku i tajemniczości a lekki mróz powodował, że nie
grzęzłam w błocie polnej drogi. Fotki wyszły nieco nierealne , choć
jadące drogą samochody, na co dzień, odzierają to miejsce z
tajemniczości. Mam nadzieję, że tego, na załączonych zdjęciach nie
widać.